poniedziałek, 6 lutego 2017

12 miesięcy z beGLOSSY

Witajcie po takiej długiej przerwie. Dzisiaj chciałabym Wam przekazać moją opinię o pudełku BeGlossy, które kupuję już od roku. Na rynku kosmetycznym jest wiele różnych boxów i z pewnością każdy znajdzie coś dla siebie. Co pewien czas pojawiają się nowe, niektóre z nich się utrzymują, a pozostałe znikają. Sprzedaż takich pudełek jest trudna, ponieważ spełnienie oczekiwań każdego klienta jest niewykonalne, a poza tym nie wiele osób jest chętnych wydać kilkadziesiąt złotych na niespodziankę.

W zeszłym roku podjęłam to ryzyko i najpierw zamówiłam pakiet 3 boxów, a od 4 mam zwykłą subskrypcje. Moim pierwszym pudełkiem było lutowe. Wybrałam ofertę BeGlossy, ponieważ jest najtańsza (49 zł/miesiąc), poza tym trafiają się w nim dosyć często droższe kosmetyki oraz nowości, które dopiero pojawiają się w sprzedaży. W styczniu przyszło do mnie 12 pudełko. Myślę, że po tym czasie mogę co nieco powiedzieć o kosmetykach, które w nich znalazłam. Przy okazji podsumowuję jakich kosmetyków było najwięcej, jakich najmniej, co z tego rzeczywiście mi się przydało oraz obliczę ile teoretycznie pieniędzy zyskałam na wszystkich pudełkach.

Chciałabym jeszcze dodać, czego oczekiwałam w pudełkach BeGlossy. Przede wszystkim chciałam poznać nowe kosmetyki, w tym nie tylko nowych firm, ale także nowości, które się pojawiają w asortymencie marek o ugruntowanej pozycji. Ponadto szukałam kosmetyków do pielęgnacji włosów, ciała i twarzy. Nie jestem przekonana do obecności kosmetyków kolorowych, ponieważ bardzo trudno trafić w mój gust. Czasami byłam zadowolona z tego co się pojawiło, a innym razem nie.

PS. Zdjęcia nie są najlepszej jakości, ponieważ pobrałam je z mojego instagrama i nie dysponuje lepszymi.;)

PS.2 Jest to moja subiektywna opinia. Na odbiór poszczególnych kosmetyków w pudełkach miało wpływ wiele czynników.


1. LUTY 2016 - FROM BE GLOSSY WITH LOVE


Moje pierwsze pudełko BeGlossy skusiło mnie firmą Organique i masłem shea o zapachu truskawki i guawy (kosmetyk był w podpowiedziach, co oznaczało, że znajdzie się każdym pudełku)(37,90zł/100ml). Bardzo lubię te masła i na stałe goszczą w mojej kosmetyczce. Ponadto w lutowym BeGlossy znalazłam:
  • Syoss maska do włosów (17,99zł/200ml) - początkowo byłam zawiedziona, ale efekt jaki dawała na moich oczach pozytywnie mnie zaskoczył.
  • Gąbeczka do makijażu - nie jestem fanką takich akcesoriów, użyłam jej raz i pewnie do dziś się gdzieś kurzy (30zł).
  • Clarena BB Cream Alabaster (25zł/10ml) - w takich pudełkach nie przepadam także za kolorówką, ponieważ trudno trafić w mój gust. Tradycyjnie krem bb był dla mnie za ciemny i już nawet nie pamiętam co zrobiłam z tą tubką. Pewnie komuś ją oddałam.
  • L'ambre krem do rąk (15zł/50ml) - nie byłam z niego zadowolona, gdy znalazłam go w pudełku. Kremów do rąk mam milion, a poza tym firma mnie nie przekonuje.
Podsumowując to pudełko jestem zadowolona tylko z 2/5 kosmetyków - słabo. 
Wartość kosmetyków, która znalazła się w pudełku to: 123,39 zł.

2. MARZEC 2016 - ROZKWIT KOBIECOŚCI
Niestety nie mam zdjęcia tego pudełka. Pozostaje tylko opis. 

Początkowo pudełko umiarkowanie mi się spodobało, ale ostatecznie zużyłam większość kosmetyków, które się w nim znalazły. Marcowe BeGlossy zawierało:
  • Spa Vintage Body Oil cukrowy peeling do ciała z masłem shea (17,90zł/200ml)- wcześniej nie znałam tej firmy, dlatego podeszłam do niej z rezerwą. Wtedy nie miałam żadnego peelingu, więc zaczęłam go od razu używać. Okazał się całkiem przyjemnym kosmetykiem. 
  • Yasumi gąbeczka Konjac (19zł) - obecność takiej rzeczy w pudełku bardzo mi się spodobała, ponieważ było to dla mnie coś nowego. Używam tej gąbeczki głównie do zmywania maseczek, ponieważ w takiej roli spełnia się najlepiej. Czasami stosowałam jej do mycia twarzy i również byłam zadowolona z efektu.
  • L'occitane krem do rąk z masłem shea, miniatura (opakowanie pełnowymiarowe 29,90zł/30ml, miniatura 10zł/10ml) - miałam już kilka miniaturek tych kremów i niestety mnie nie zachwyciły. Plus jednak za obecność tej marki w BeGlossy i możliwość przetestowania.
  • Artego ampułki odbudowujące do włosów, miniatura (opak. pełnowymiarowe 119,90zł/16 szt, miniatura 22,5zł/3 szt.)- lubię wszelkie kosmetyki do włosów, dlatego ucieszyłam się z tych ampułek, Nie jestem pewna, czy efekt jest wart tylu pieniędzy, ale cieszę się z możliwości ich przetestowania.
  • Bandi Hydro Care krem intensywnie nawilżający miniatura (opak. pełnowymiarowe 48zł/50ml, miniatura 22,8zł/30ml)- pojawienie się tej firmy w pudełko mnie ucieszyło, ponieważ nigdy z niej nic nie miałam. Niestety jeszcze go nie używałam, ponieważ ciągle używam coś innego.
Podsumowując było to całkiem, całkiem dobre pudełko. Wszystko mi się w nim podobało i większość zużyłam. Tylko krem Bandi czeka na swoją premierę, ponieważ nie chcę go nikomu oddawać tylko sama się przekonać o jego jakości.

Ocena pudełka 4,5/5.
Wartość kosmetyków, która znalazła się w pudełku to: 98,20 zł.

3. KWIECIEŃ 2016 - WIOSENNA ENERGIA


W kwietniowym pudełku tzw. pewniakiem była maska do twarzy Nuxe (79zł lub krem Bioderma, ja trafiłam na pierwszą opcje, z której początkowo bardzo się cieszyłam, ponieważ nic wcześniej nie miałam tej marki. Niestety okazała się gorsza niż beznadziejna i jestem zadowolona, że mogłam ją przetestować za pośrednictwem BeGlossy, a nie kupić w sugerowanej cenie. Ponadto w pudełku znalazły się następujące kosmetyki:
  • Exclusive Hydrożelowe płatki pod oczy z ekstraktem z pereł (4,99zł/opak.)- lubię różnego rodzaju produkty, które mogę użyć na raz, dlatego i ten produkt zyskał moją aprobatę.
  • Catrice poczwórne cienie do powiek (18,99zł/szt.)- jak wspominałam nie lubię kosmetyków kolorowych w pudełku, ale z tych cieni się ucieszyłam. Są wyprodukowane przez znaną firmę i dobrej jakości. Można nimi stworzyć szybki makijaż dzienny.
  • -417 Szampon witaminowy Catharsis, miniatura (opak. pełnowymiarowe 109zł/250ml, miniatura 21,80zł/50ml)- zużyłam go już dawno temu, ale nie wywołał na mnie wrażenia, ponieważ nie pamiętam jaki był. Obecność szamponu do włosów w pudełku jest na plus.
  • Cece of Sweden ARGAN balsam do ciała (34,90zł/200 ml)- nadal czeka na użycie, ale ani sam balsam, ani marka mnie nie zaskoczyła. 
Podsumowują zawartość pudełka sama w sobie nie była zła. Znalazły się w nim ciekawe kosmetyki, również z wyższej półki. 


Ocena pudełka 4/5.
Wartość kosmetyków, która znalazła się w pudełku to: 159,68 zł.

4. MAJ 2016 - OH! SO BEAUTIFUL


Majowe pudełko było jednym ze słabszych podczas moje 12 miesięcznej subskrypcji, pomimo to, że dostałam moim zdaniem najlepszy wariant ze wszystkich. Pudełko były promowane miniaturą balsamu do ciała Vichy Ideal Body (75 zł/200 ml, w pudełku 11,25 zł/30ml). Sam kosmetyk tak średnio przypadł mi do gustu, ale cieszę z możliwości przetestowania. Ponadto w pudełku znalazły się następujące kosmetyki:
  • L'occitane drogocenny krem na dzień, miniatura (opak. pełnowymiarowe 235zł/50ml, w pudełku 37,6zł/8ml) - jego obecność to największy plus tego pudełka. Miniatura była dość spora, więc można dobrze przetestować ten krem i sprawdzić, czy warto wydać na niego tyle pieniędzy. U mnie sprawdził się dobrze, ale nie sądzę, że jest tyle wart. 
  • Golden Rose Ice Chic lakier do paznokci w kolorze morskim (6,90zł/10,5ml)- w zeszłym roku ucieszyłam się z niego, ponieważ firma dobra, kolor w miarę, ale nie użyłam go jednak z różnych powodów ani razu. 
  • Efektima Pore&Matt Control pudrowo-matująca mgiełka do twarzy (18,33zł/100ml)- raczej nie kupuję tego typu kosmetyków, ale skoro pojawił się w pudełko to stwierdziłam, że przetestuje. Niestety pomimo chęci beznadziejna pompka mi to uniemożliwiła. Nie wiem, czy zepsuł się mechanizm, czy sama mgiełka go zapchała. Spray nie działał, a gdy już, to "wypluwał" z siebie zbyt dużo produktu w dziwnych kierunkach. Samo działanie też mi się nie spodobało. Ostatecznie mieszałam z nią maski algowe i glinki.
  • SheFoot maska odprężająco-regenerująca do stóp (4,95 zł/10ml)- obecność tego kosmetyku nie wywołała we mnie żadnych skrajnych emocji. Zużyłam, ale nie zauważyłam spektakularnych efektów. 
  • Calvin Klei ck2 próbka, (169zł/30ml w pudełku 6,76zł/1,2ml)- był to prezent do każdego pudełka. Pomimo niewielkich rozmiarów lubię takie dodatki w pudełku, gdy są gratisem, ponieważ mogę poznać nowe zapachy.
Podsumowując było to bardzo średnie pudełko, a wręcz złe. 

Ocena pudełka: 2/5.
Wartość kosmetyków, która znalazła się w pudełku to: 85,9 zł.


5.CZERWIEC 2016 - SKIN FACTORY 


Tym razem kluczowym kosmetykiem miał być nowy róż mineralny do twarz marki Pixie (74zł/6,5g, w pudełku znalazła się próbka 11,4zł/1g). Nie wiem dlaczego, ale myślałam, że w pudełku znajdzie się pełnowymiarowy kosmetyk. Niestety była to tylko miniaturka, dodatkowo w beznadziejnym dla mnie kolorze. Użyłam go dwa czy trzy razy i niestety nie przekonał mnie do siebie. Poza tym w pudełku znalazły się następujące kosmetyki:
  • Sessio szampon odżywczy o zapachu kokosowym (9,9zł/200ml)- lubię gdy w pudełkach znajdują się tego typu kosmetyki, ponieważ stale szukam idealnej pielęgnacji dla moich włosów. Szampon okazał się całkiem przyzwoitym kosmetykiem o kokosowym zapachu.
  • Yasumi ampułki do twarzy Eye Pouch oraz Caviar&Gold (14,99zł/3ml/sztuka)- lubię kosmetyki Yasumi, a także takie niestandardowe kosmetyki do twarzy. Ich stosowanie było bardzo przyjemne. Szybko się wchłaniały, a skóra była nawilżona i rozświetlona. Fajnie, że 2 ampułki znalazły się w pudełku jako 1 produkt. 
  • Perkypearl rozświetlający krem na dzień SPF 15 miniatura (80zł/50ml, w pudełku 8zł/5ml) - nie byłam zadowolona z obecności w pudełku tego kosmetyku. Miało na to wpływ następujące powody: kremy do twarzy pojawiają się właściwie co pudełko, co powodowało, że mam ich miliony oraz mało interesująca firma. W chwili obecnej nawet nie wiem gdzie ona jest, ale na pewno jej nie zużyłam.
  • Amaderm krem regenerująco złuszczający (22 zł/50ml)- bardzo dobry kosmetyk, który się u mnie rzeczywiście sprawdził i zastanawiam się nad kolejnym opakowaniem. Kosmetyk świetnie nawilżał i zmiękczał stopy.
Podsumowując pudełko było przyzwoite. Znalazłam w nim kosmetyki, których nigdy nie miałam i dobrze się u mnie sprawdziły.

Ocena pudełka: 3,5/5.
Wartość kosmetyków, która znalazła się w pudełku to: 82 zł.

6. LIPIEC 2016 - BEAUTY FESTIVAL


Lipcowe pudełko miało być tzw. niezbędnikiem na odbywające się wówczas festiwale, ale także różnego rodzaju wypady i wakacje. Muszę przyznać, że zawartość całkiem wpisywała się w tą ideologie. Pewnym kosmetykiem w pudełku miała być ówczesna nowość marki Aussie, czyli suchy szampon do włosów (16,99zł/180ml). Rzadko używam tego typu kosmetyków, ale wtedy skończył mi się Batiste (miałam go przeszło dwa lata!), więc ten z pudełka idealnie zapełnił pustkę. Sam szampon jest dość kiepski i na pewno nie kupię go ponownie, gdy się skończy. W pudełku znalazły się także następujące kosmetyki:
  • Yasumi krem do twarzy z kwasem laktobionowym miniatura (125zł/50ml w pudełku 75zł/30ml)- zaczęłam go używać od razu jak się pojawił w pudełku i byłam nim zachwycona. Miał lekką konsystencję, dobrze nawilżał oraz skóra w czasie jego stosowania wyglądała jakoś lepiej.
  • Efektima Coconut Miracle masło do ciała miniatura (15,99zł/250ml w pudełku 4zł/50ml)- był to kosmetyk, który w tym czasie był nowością na półkach. Przypadł mi do gustu, ponieważ była to przyzwoita pojemność aby przetestować kosmetyk. Ponadto zaintrygowały mnie zatopione w maśle drobinki, które rozpuszczały się w czasie rozsmarowywania. Samo masło było bardzo fajne i jest w gronie niewielu kosmetyków, które mam ochotę sama kupić. Muszę tylko zużyć moje ogromne zapasy.
  • Zestaw kremów do stóp i rąk EUBOS miniaturki (krem d/s 29,98 zł/100ml w pudełku 3,6zł/12ml; krem d/r 24,6zł/75ml w pudełku 2,6 zł/8ml)-  niewielkie rozmiary mogłyby się wydawać, że nie przypadną mi do gustu, ale w lipcu byłam przed wyjazdem wakacyjnym, a takie pojemności są wtedy idealne. Same kremy były przyzwoite.
  • Catrice lakier do paznokci w krwistoczerwonym kolorze (10,49zł/10ml)- obecność lakieru do paznokci w moim zdaniem najbardziej uniwersalnym kolorze moim zdaniem na plus. Niestety w zeszłym roku bardzo rzadko malowałam paznokcie, więc znalazłam mu innego właściciela.
  • CleanHands antybakteryjny żel do rąk z kompleksem nawilżającym 24h (3,29zł/30ml)- myślę, że obecność takiego produktu w wakacyjnym pudełku jest ok.
Podsumowując było to bardzo dobre pudełko, które wyjątkowo przypadło mi do gustu. Każdy kosmetyk używałam (z wyjątkiem lakieru, ale go traktuje jako mały minus, ponieważ sam w sobie był ok).

Ocena pudełka: 5/5.
Wartość kosmetyków, która znalazła się w pudełku to: 115,97 zł.

7. SIERPIEŃ 2016 - NA SZPILKACH


Pudełko na szpilkach było promowane tym, że w każdym pudełko miał się znaleźć olejek do ciała Evree (29,99zł/100ml). Chodził mi po głowie od dłuższego czasu, dlatego cieszyłam się, gdy mogłam mieć go za pośrednictwem BeGlossy. Sam olejek jest bardzo fajny i go lubię. W pudełku znalazły się także następujące kosmetyki:
  • Schwarzkopf Omega Oil+ Repair Expert szampon do włosów (22,99zł/200ml)- zawsze się cieszę z obecności takich kosmetyków. Szampon był ok, ale myślę, że nie jest wart tylu pieniędzy.
  • SheFoot sól do stóp (4,95zł/65g)- początkowo byłam średnio przekonana obecności tej firmy i samego kosmetyku w pudełku. Muszę jednak przyznać, że podczas używania sól pozytywnie mnie zaskoczyła. Stopy były wyjątkowo zmiękczone. Nie wykluczam, że wrócę do niego. 
  • Purederm maska nawilżająca na dłonie z ekstraktem z płatków owsianych (14,99zł/26g)- maska była w formie rękawiczek. Pojawiła się wtedy w idealnym momencie, ponieważ miałam bardzo przesuszone dłonie. Niestety działanie miała bardzo przeciętne w stosunku do dość wysokiej ceny.
  • Compeed plastry na pęcherze na piętę Holly Fulton (20zł/5 plastrów)- obecność takiego produktu w pudełku o takim motywie myślę, że jest jak najbardziej trafiona. Dotychczas nie miałam okazji ich użyć.
Podsumowując pudełko całkiem mi się podoba. Mam jednak zastrzeżenia do tego, że znalazły się tu tylko kosmetyki drogeryjne/łatwo dostępne. Zwykle nie mam nic przeciwko temu. Tym razem jednak jest to 100% zawartości.

Ocena pudełka: 4,5/5.
Wartość kosmetyków, która znalazła się w pudełku to: 92,92 zł.

8. WRZESIEŃ 2016 - SLOW LIFE


We wrześniu pudełko było promowane nowym kremem do twarzy z Vichy. Ostatecznie znalazło się w nim miniatura (109zł/50ml w pudełku 21,8zł/10ml). Próbowałam używać tego kosmetyku, ale po pewnym czasie zauważyłam, że zaczęło mnie wysypywać i pojawiało się coraz więcej pryszczy. Jego obecność w pudełku było plusem. U mnie się niestety nie sprawdził. Box zawierał także:
  • Debby czarna kredka do oczu (18,99zł/1,2g)- kredka, jak kredka. Nie wywołała we mnie żadnych odczuć.
  • Enilome maseczka do twarzy z glinką (11,99zł/50ml)- z obecności tego typu kosmetyków zawsze jestem zadowolona. O działaniu się nie wypowiem, ponieważ jeszcze jej nie używałam.
  • DLA Niszcz Pryszcz płyn do mycia twarzy bez użycia wody miniatura (27,5zł/180g, w pudełku 13,75zł/90g)- początkowo nie byłam zadowolona, że ten kosmetyk się pojawił, ale działanie mnie pozytywnie zaskoczyło. Bardzo przypadł mi do gustu jego zapach oraz bardzo dobre działanie.
  • Uriage Xemose zestaw miniaturek olejku i mleczka do ciała (olejek: 65zł/400ml w pudełku 1,3zł/8ml; mleczko: 70zł/400ml w pudełku 1,4zł/8ml)- obecność tej firmy w pudełku była zaletą, ale o samym działaniu nie wypowiem się za wiele.
Podsumowując pudełko było takie sobie. Znalazły się w nim niektóre całkiem ciekawe kosmetyki, ale bez wow. Pamiętam, że trafiłam według mnie na gorszą wersję. 

Ocena pudełka: 3/5.
Wartość kosmetyków, która znalazła się w pudełku to: 69,23 zł.

9. PAŹDZIERNIK 2016 - BEYOUTIFUL


W tym pudełku klienci VIP mieli wpływ na wybór jednego kosmetyku. Do wyboru był masła do ciała i olejek makadamia z Yasumi (opak. pełnowymiarowe 49zł/50ml). Wybrałam oczywiście olejek firmy, która mnie bardzo pozytywnie zaskakuje. Stosuje go do włosów i bardzo dobrze się sprawdza. włosy są nawilżone i odżywione. Ponadto w pudełku znalazły się następujące kosmetyki:
  • Glov Quick Treat rękawica do demakijażu oczu (14,99zł/szt.)- chyba największa klapa tego pudełka. Miałam tą rękawicę wcześniej z innego pudełka (JoyBox) i użyłam raz. Kompletnie nie jestem przekonana do czegoś takiego. Ten egzemplarz przekazałam komuś innemu.
  • Wella Luminous Reebost Mask miniatura (59zł/150ml, w pudełku 11,8zł/30ml)- obecność kosmetyków do włosów zawsze traktuje na plus, ale ten konkretny kosmetyk nie wywołał na mnie wrażenia.
  • Efektima krem i maska do rąk (2,99zł/szt.)- zużyłam, ale działanie nie było rewelacyjne. Poza tym wolałabym, aby w pudełku znajdowałaby się drożze kosmetyki, bo ten to śmiech na sali.
  • Garnier Moisture+ Aqua Bomb maseczka w płachcie (8,99zł/szt.)- lubię maseczki, była to nowość, więc powinnam być zadowolona. Niestety rzeczywistość okazała się inna, ponieważ była to najgorsza z dotychczas używanych. W ogóle nie rozumiem, kto wpadł na pomysł, żeby była to maska dwuwarstwowa i drugą warstwę ściąga się już po nałożeniu. Jest to bardzo niepraktyczne. Oprócz tego maseczka jest bardzo nawilżona, wręcz za bardzo. Również nie jestem zadowolona z działania, ponieważ po jej użyciu skóra jest bardzo nieprzyjemna i lepiąca.
Myślałam, że to było najgorsze pudełko, które miałam dotychczas. Jak bardzo się myliłam. Kolejne to dopiero klapa. Jego plusem na pewno jest olejek Yasumi. Poza tym nic ciekawego. 

Ocena pudełka: 2/5.
Wartość kosmetyków, która znalazła się w pudełku to: 87,34 zł.

10. LISTOPAD 2016 - GIRL'S NIGHT OUT


W końcu doszliśmy do moim zdaniem najgorszego pudełka w historii mojej subskrypcji. Było szumnie reklamowane współpracą ze Zmalowaną. Pokładałam w nim wielkie nadzieje, ale bardzo się zdziwiłam. Pudełko było promowane różo-bronzerem od Manna Kadar (80zł/3g). Firmy nie znam, nie interesuje mnie. Kosmetyku do dziś nawet nieodfoliowałam i nie zamierzam. Zupełnie nie trafił on w mój gust, ponieważ nie używam tego typu kosmetyków. Oprócz tego w pudełku znalazło się:
  • Body Boom peeling kawowy o zapachu grejpfrutowym miniatura (59zł/200g, w pudełku 14,75zł/50g)- zawsze chciałam sprawdzić, czy są warte swojej ceny. Uważam, że jest to najmocniejszy akcent pudełka. Peeling kawowy jest dla mnie nowym doświadczeniem i na razie nie czuję się zrażona. Zastrzeżenia mam jedynie do zapachu, który jest bardzo intensywny, ale niestety sztuczny i drażniący moje nozdrza.
  • Yves Rocher Sensitive Vegetal krem nawilżająco-łagodzący miniatura (42,90zł/50 ml w pudełku 4,29zł/5ml)- miałam kilka lat temu sporo kosmetyków tej firmy i niestety nie stałam się ich fanką. Mam swoich ulubieńców, do których wracam, ale nie są nimi kremy dla twarzy, dlatego byłam rozczarowana obecnością tej miniatury.
  • Yves Rocher Sensitive Vegetal łagodzący płyn micelarny 2w1 miniatura (29,90zł/200ml w pudełku 7,50zł/50ml)- taka sama sytuacja jak wyżej tylko tutaj mamy płyn micelarny. Ponadto zużyłam go i niestety się nie sprawdził. 
  • Golden Rose Sheer Stylo Lipstick (14,9/3g)- otrzymałam pomadkę w dość intensywnym kolorze, który na ustach jest półtransparentny. Niestety pomadka schodzi z ust dość nierówno. Poza tym oprócz peelingu był to najmocniejszy punkt pudełka.
  • Clinique próbka kremu pod oczy (225zl/15 ml w pudełku 15zł/1ml)- wg BeGlossy był to gratis do pudełka, który w przeliczeniu ma absurdalną cenę za 1ml. Próbkę zużyłam, ale nie zauważyłam żadnych efektów. 
Podsumowując jest to najgorsze pudełko w całej mojej subskrypcyjnej historii. Jakoś się broni jeszcze peeling i szminka, reszta nie przypadła mi do gustu.

Ocena pudełka: 1/5.
Wartość kosmetyków, która znalazła się w pudełku to: 136,44 zł (różo-bronzer bardzo zawyża wartość).


11. GRUDZIEŃ 2016 - FROZEN QUEEN


Grudniowemu BeGlossy postawiłam bardzo wysoką poprzeczkę, ponieważ było to pudełko świąteczne, poprzednie to kompletna klapa oraz w tym miesiącu miałam dostać prezent dla klientów VIP. Promowane było ujędrniającym serum do twarzy firmy Mokosh (69zł/12ml) o zapachu pomarańczowym. Obecność tego kosmetyku bardzo przypadła mi do gustu, ponieważ lubię różne cuda do twarzy, a poza tym była to firma mi nie znana. W moim pudełku znalazło się łącznie 8 produktów (5 podstawowych, 2 gratisy i prezent dla klientów VIP). Ponadto w pudełku znalazło się:
  • zestaw miniaturek Uriage krem do rąk i maseczka ( krem d/r 27,90zł/50ml w pudełku 1,70zł/3ml; maseczka 58,90zł/40ml w pudełku 7,4zł/5ml)- lubię testować różne kosmetyki tej firmy. Nie podobają mi się bardzo małe pojemności. Podoba mi się, że jest to potraktowane jako jeden produkt, a nie jako dwa. O właściwościach się jeszcze nie wypowiem, ponieważ jeszcze ich nie używałam.
  • Pantene Pro-V 1-minotowa ampułka (4,99zł 15ml)- zawsze chętnie przyjmuje wszelkie włosowe kosmetyki i również jest w tym przypadku, pomimo że jest to łatwo dostępny kosmetyk. Ampułkę zużyłam i rzeczywiście włosy lepiej wyglądały oraz układały się.
  • Aube wygłądzające serum pod oczy (49zł/15ml)- na coś po oczy, chyba od początku mojej subskrypcji i w końcu się doczekałam. Kosmetyku jeszcze nie używałam, ponieważ zużywam coś innego, ale z samej obecności jestem bardzo zadowolona.
  • Bandi subtelny peeling enzymatyczny miniatura (29zł/75ml w pudełko 11,6zł/30ml)- dotychczas miałam niewielkie doświadczenie z tego typu kosmetykami, ale cieszę się z możliwość ich przetestowania. Jeszcze go nie otworzyłam, dlatego nie mogę wypowiedzieć się o jego właściwościach.
Gratisy:
  • Schwarzkopf Live Pastel Spray kolor brzoskwiniowy (20,99zł/30ml)- wiele osób narzekało na obecność takiego specyfiku w pudełku. Mi się on bardzo spodobał, ale niestety mam za ciemne włosy i efekt był ledwie zauważalny
  • Marc Jacobs Decandence Divine próbka (269zł/30ml w pudełku 10,8zł/1,2ml)- uwielbiam próbki zapachów, nawet te 1,2 ml, ponieważ dzięki temu mogę poznać zapach oraz zawsze wystarczy na kilka użyć. 
Produkt VIP:
  • Pixie RevivingUnder Eye Concealer (48,0zł/3g)- początkowo nie byłam zadowolona, że to kosmetyk kolorowy jest prouktem VIP. Trafiłam jednak na bardzo jasny kolor i postanowiłam spróbować.Przyznam, że jestem bardzo pozytywnie zaskoczona, ponieważ odcień jest odpowiedni dla mojej cery oraz jego właściwości są wyjątkowo dobre. Korektor dobrze zakrywa różne niedoskonałości i długo się utrzymuje.
Podsumowują uważam, że jest to najlepsze pudełko jako otrzymałam w czasie mojej subskrypcji. Znalazło się w nim większość kosmetyków, które na pewno zużyje, a te które zaczęłam używać świetnie się sprawdzają.

Ocena pudełka: 5/5.
Wartość kosmetyków, która znalazła się w pudełku to: 224,43 zł.


12. STYCZEŃ 2016 - HELLO 2017


Głównym produktem styczniowego pudełka jest miniatura tuszu do rzęs marki Collistar. Ciągle szukam idealnego tuszu do rzęs, dlatego jego obecność uważam za jedną większych zalet tego pudełka. Na razie go nie otworzyłam, ponieważ mam obecnie inne otwarte i wpierw je muszę zużyć. Poza tym w pudełku znalazły się następujące kosmetyki:
  • Vis Plantis Basil Element mleczko wzmacniające przeciw wypadaniu włosów (19,99zł/150ml)- kosmetyki do włosów z linii bazyliowej pojawiły się chyba w styczniu w sprzedaży i cieszę się, że dzięki BeGlossy mogę przetestować takie nowości. Mleczko zaczęłam używać od razu jak je dostałam i na razie jestem bardzo pozytywnie nim zaskoczona, ponieważ przede wszystkim świetnie mi się dzięki niemu rozczesuje włosy.  
  • Garnier żel micelarny 3w1 (18,99zł/200ml)- również nowość, która ledwo się pojawiła w sklepach. Nie wywołała na mnie takie wrażenia jak pozycja wyżej, ale z chęcią przetestuje. 
  • Farmona ochronny krem do rąk (7zł/100ml)- nie jestem zachwycona pojawieniem się tego kosmetyku w pudełku, ponieważ mam milion kremów do rąk, ale duża zawartość masła shea zachęciła mnie do stosowania. Krem jest całkiem przyzwoity i lubię go używać.
  • Garnier maska w płachcie Moistute+Comfort (8,99zł/12ml)- kilka miesięcy wcześniej była w pudełku z tej samej serii, więc gdy zobaczyłam ponownie ten kosmetyk nie byłam zadowolona. Ponadto nie przemawia mnie do mnie argument, że jest to maska o innym działaniu. Zdążyłam ją już zużyć i miała lepsze działanie niż Aqua Bomb z października, ale jestem do nich na tyle zrażona, że na pewno ich nie kupię.
  • Wella Professionals EMI Efect Me próbka-prezent od BeGlossy (49,90zł/100ml w pudełku 2,99zł/6ml)- jeszcze nie zdążyłam użyć tej próbki, więc nie mogę o niej więcej powiedzieć. Poza tym jej obecność nie wywołała na mnie wrażenia.
Podsumowując nie jest to pudełko wywołujące efekt WOW, ale nie jest dla mnie katastrofą. Każdy kosmetyki z mniejszym lub większym entuzjazmem zużyję. Cieszę się, że znalazły się w nim nowości.

Ocena pudełka: 3,5/5.
Wartość kosmetyków, która znalazła się w pudełku to: 84,96 zł.

___________________________________________________
Teoretyczny zysk:

Koszt jaki poniosłam za wszystkie pudełka:

  • pakiet 3-miesięczny luty-kwiecień 2016 (z uwzględnieniem kodu -10%) - 126,90 zł
  • pudełko majowe, czyli początek subskrypcji (z wykorzystaniem kodu -13zł z okazji piątku trzynastego) - 36 zł
  • subskrypcja od czerwca do stycznia - 343 zł
Razem - 505,90 zł

Wartość kosmetyków, która znalazła się w pudełkach - ok. 1275,5 zł

Teoretyczny zysk - 1275,5-505,9 = 769,6 zł
___________________________________________________
Statystyka

W pudełkach BeGlossy w ciągu 12 miesięcy znalazło się 70 różnych produktów, w tym:
  • 56 kosmetyków pielęgnacyjnych,
  • 7 kosmetyków kolorowych, 
  • 2 próbki perfum
  • 3 akcesoria, 
  • 2 lakiery do paznokci. 
Szczegółowy wykaz produktów jakie się znalazły w pudełkach:
  • 6 kremów do twarzy,
  • 5 balsamów do ciała,
  • 5 maseczek do twarzy,
  • 4 kremy do rąk,
  • 4 maski do włosów,
  • 4 szampony do włosów (w tym suchy),
  • 4 inne kosmetyki do twarzy (ampułki, mgiełka, serum),
  • 3 inne kosmetyki do włosów (ampułki, mgiełka),
  • 3 olejki do ciała (w tym pod prysznic),
  • 3 kosmetyki do demakijażu,
  • 3 kremy do stóp (w tym maska),
  • 2 peelingi do ciała,
  • 2 inne kosmetyki do stóp (sól i plastry),
  • 2 lakiery do paznokci, 
  • 2 inne kosmetyki do stóp (sól i plastry),
  • 2 maski do rąk,
  • 2 róż do twarzy (wraz z bronzerem),
  • 1 krem BB,
  • 1 cienie do powiek,
  • 1 żel antybakteryjny do rąk,
  • 1 kredka do oczu,
  • 1 krem pod oczy, 
  • 1 szminka,
  • 1 korektor, 
  • 1 peeling enzymatyczny do twarzy,
  • 1 "farba" do włosów,
  • 1 tusz do rzęs.
_________________________________________________

Podsumowanie:
Najlepszym pudełkiem w trakcie tak długiej przygody było zdecydowanie grudniowe, ponieważ znalazło się w nim sporo kosmetyków, które z chęcią przetestuje i sprawdzę jak będą u mnie działać. Poza tym do gustu bardzo przypadł mi box lipcowy, ponieważ był bardzo dobrze przemyślany a zawartość dobrze się u mnie sprawdziła. Natomiast najgorszym okazało się pudełko listopadowe, w którym muszę się bardzo długo zastanowić, z czego ewentualnie jestem zadowolona. Ponadto blisko rozczarowania były boxy majowe i październikowe. 

Teoretyczny zysk jaki zyskałam w ciągu 12 miesięcy jest bardzo wysoki i mnie bardzo zaskoczył. Nie spodziewałam się, że zawarte w pudełkach kosmetyki są aż tyle warte. Niestety wiele się z nich nie sprawdziło lub było bardzo średnie.

Ogromnym plusem BeGlossy jest to, że często zdarzają się w pudełkach nowości, które dopiero wchodzą do sprzedaży. Ponadto czasami znajdują się kosmetyki mniej znane, do których jest gorszy dostęp.
_________________________________________________

Przed napisaniem tego wpisu byłam pewna, że będę nadal pozytywnie nastawiona do BeGlossy i uważać, że jest to świetna opcja. W chwili obecnej po przeanalizowaniu i rozłożeniu pudełek na części pierwsze zauważyłam, że często znajdowały się w nim kosmetyki, dla mnie zbędne, niedostosowane do moich potrzeb lub do których z różnych powodów byłam uprzedzona. Wcześniej raczej nie myślałam o przerwaniu subskrypcji i zrobieniu sobie kilku miesięcy przerwy, a teraz jest to już postanowione. Na pewno dostanę jeszcze pudełko lutowe, ponieważ pobrano już za nie pieniądze oraz kupię za zebrane punkty marcowe. Potem przerywam przygodę. Jeszcze nie wiem na jak długo, przyszłość pokaże. 

Co sądzicie o wszelkich subskrypcjach kosmetycznych pudełek?

Naomi

wtorek, 20 września 2016

BeGlossy "Slow life" Wrzesień 2016


Kolejne pudełko już u mnie. Najnowsza edycja była promowana hasłem "Slow life". Niestety po rozpakowaniu nie widzę w nim nic, co nawiązywałoby do tego hasła. Poza tym otrzymałam moim zdaniem najgorszą wersję z możliwych. Zdecydowanie byłam bardziej zadowolona z pianki do mycia Nivea oraz tuszu do rzęs Debby. W zamian za to dostałam płyn do mycia twarzy nie wymagający wody z firmy DLA oraz czarną kredkę (z jednej strony, kolor najbardziej uniwersalny, ale ja już mam inne kosmetyki tego typu). Następnie chyba kosmetyk, z którego jestem najbardziej zadowolona, czyli maseczka z glinką Enilome. Na plus także miniaturki z Uriage (choć wolałabym większe) i Vichy. Podsumowując po kilku dobrych pudełkach jestem rozczarowana wersją A. 


Naomi

piątek, 15 stycznia 2016

To byłoby na tyle...

Witajcie, 
wiem, że nie odzywałam się przez ponad pół roku, ale decyzje o napisanie tego posta odkładałam w nieskończoność. Kilka dni temu minęło 5 lat odkąd stworzyłam to miejsce, któremu poświęcałam wiele czasu. To był bodziec aby w końcu się z wami pożegnać. Jak się domyślacie będzie to ostatni post na blogu. Decyzja o zakończeniu działalności chodziła za mną od wielu tygodni. Na jej podjęcie wpłynęło to, że nie mam już takiej satysfakcji z pisania jak kiedyś. Poza tym uważam, że jest wiele osób, które mają o wiele więcej doświadczenia i wiedzy.

Nie planuje usunięcia bloga, ponieważ jest kopalnią wiedzy również dla mnie. Jeśli chcecie wiedzieć co kosmetycznego u mnie słychać, to zapraszam na mój Instagram. Nick: naomiblog - odnośnik gdzieś powinien być po prawej stronie. ;)

Trzymajcie się ciepło,
Naomi

czwartek, 9 lipca 2015

#AmbasadorkaLPM - recenzja żeli pod prysznic Le Petit Marseillais

Witajcie po dłuższej przerwie. Dzisiaj chciałabym Wam przedstawić moją opinię na temat żeli pod prysznic Le Petit Marseillais w nowych wariantach zapachowych, czyli pomarańczy i grejpfruta oraz werbeny i cytryny. Z kosmetykami tej marki mam po raz pierwszy styczność, chociaż od dłuższego czasu zerkały na mnie ze sklepowych półek i zachęcały do zakupu. Trafiły do mnie jednak w wyniku wzięcia udziału w programie "Ambasadorka LPM".


Kosmetyki Le Petit Marseillais są dostępne przede wszystkim w Rossmannach oraz Super-pharm, ale widziałam je również w mniejszych drogeriach. Do wyboru mamy wiele rozmaitych wariantów zapachowych. Nie wszystkie wpisują się w mój gust, ale kilka chętnie widziałabym u siebie. Żele pod prysznic możemy kupić w kilku rozmiarach, 250 ml, 400 ml i 650 ml (z tym, że jest to kosmetyk 2w1 do kąpieli i pod prysznic). Kosmetyki kosztują od kilku w promocji do około 20 złotych.

W moim posiadaniu jest delikatny żel 2w1: pod prysznic i do kąpieli o pojemności 650 ml o zapachu pomarańczy i grejpfruta oraz delikatny żel pod prysznic o pojemności 400 ml o zapachu werbeny i cytryny.


Opakowania nie przypadły mi szczególnie do gustu, ale są praktyczne i dobrze spełniają się w swojej roli. Nie wyślizgują się z dłoni, nawet pod prysznicem. Szata graficzna jest prosta i przemyślana. Na pewno jest to mi bliższe niż nieuzasadniony przerost formy nad treścią. Butle są wykonane z twardego i porządnego plastiku. Zamknięcie działa nienagannie. 


Konsystencja żelu jest typowa dla tego typu kosmetyków. Nie za gęsta i nie za rzadka. Żele są bardzo wydajne. Łatwo się pienią. Mają mocne, intensywne zapachy, które zostają na skórze i można je wyczuć w łazience. Jednak muszę przyznać, że bardziej do gustu przypadła mi wersja z pomarańczą i grejpfrutem. Ma bardzo energetyczny i odświeżający zapach. Drugi nie do końca mi się podobał, ale jest to moje indywidualne odczucie, ponieważ innym się spodobał. 


Oprócz zapachu, butelki niewiele różnią się właściwościami. Żele dobrze myją i oczyszczają skórę. Nie podrażniają i nie uczulają. Są wydajne. Niewielka ilość tworzy sporą ilość piany.


Podsumowując żele dobrze się u mnie sprawdziły. Wersje z grejpfrutem i pomarańczą z przyjemnością zużyję do końca. Drugą butelkę komuś oddam, ponieważ zapach zupełnie mi się nie spodobał. Polecam.

Znacie żele pod prysznic Le Petit Marseillais?

Naomi

czwartek, 4 czerwca 2015

Promocje -40%, -49% w Rossmannie i Drogeriach Natura - moje zakupy

Koniec kwietnia i cały maj minął pod znakiem promocji w Rossmannie i Drogerii Natura. Oczywiście musiałam z nich skorzystać. Niektóre kosmetyki i tak kupiłabym w najbliższym czasie, a pozostałe były po prostu zachcianką. 

Najwięcej gotówki zostawiłam w Rossmannie, który skusił najpierw promocją na kosmetyki kolorowe, a później na pielęgnacje twarzy. 


Zacznę jednak od kosmetyków zakupionych w Drogeriach Natura, gdzie było tylko 40% zniżki, natomiast obejmowało marki, które są prawie wyłącznie dostępne tylko tam (piszę prawie, ponieważ szafy Catrice i Essence coraz częściej zdarzają się w Rossmannach). Kupiłam tam dwa kosmetyki z Catrice: puder do twarzy Colour Correcting oraz cień do powiek z serii Liquid Metal w kolorze 040 Under Treasure. Z tego drugiego kosmetyku jestem na razie średnio zadowolona, ponieważ ma niewystarczającą dla mnie pigmentacje.

Z Essence do koszyka wpadła matowa szminka  w kolorze 07 Natural Beauty oraz tusz do rzęs Plump no Clump, który okazał się tak beznadziejny, że użyłam go dopiero dwa razy. Przede wszystkim ma strasznie sztywną szczotkę oraz jest bardzo rzadki. Uważajcie na niego.

W Rossmannie zakupy były bardziej szczęśliwe. Podczas pierwszego tygodnia do koszyka wpadł korektor z L'oreal Lumi Magique, z którego jestem bardzo zadowolona. Następnie kupiłam dwa kosmetyki z najnowszej serii Rimmel Lasting Finish, a mianowicie puder i kamuflaż. Oba w najjaśniejszych kolorach. Używam ich właściwie od zakupu i jestem zachwycona.

W czasie promocji na kosmetyki do makijażu kupiłam tylko tusz do rzęs z Miss Sporty Studio Lash 3D Volumythic


W czasie promocji na lakiery do paznokci i kosmetyki kolorowe do ust można było także kupić taniej balsamy do ust. Bardzo mnie to ucieszyło, ponieważ w końcu skusiłam się na to co chodziło mi po głowie od dłuższego czasu, a mianowicie Baby Lips Dr Rescue z Maybelline, Blistex Lip Relief Cream oraz Carmex w sloiczku (najlepsza wersja). Dodatkowo do koszyka wpadł błyszczyk do ust Oh My Gloss z Rimmel w kolorze 150 Glossaholic oraz trzy lakiery z Wibo z serii matowej, jednowarstwowej i piaskowej. Na razie najbardziej zadowolona jestem z matowego lakieru. 


Na powyższym zdjęciu znajdują się nie tylko zakupy z promocji -40% na kosmetyki do twarzy, ale także inne. Zacznę jednak od tych zakupionych na promocji. Odkąd dowiedziałam się o promocji wiedziałam, że na pewno kupię nowość L'oreal, czyli skoncentrowane serum udoskonalające Skin Perfection. Pozostałe kosmetyki to tzw. zachcianki. Skusiłam się jeszcze na płyn dwufazowy z L'oreal (na razie mam mieszane uczucia), krem pod oczy Alterra (jest ok, fajny i za grosze) oraz chusteczki oczyszczające z Rival de Loop. Z tej samej firmy kupiłam jeszcze krem nawilżający do twarzy, ale nie ma go zdjęciu.  

W Auchanie kupiłam chusteczki do demakijażu z Nivea oraz pęsetę, a w drogerii Pigment w końcu dorwałam folie z Makeup Revolution w kolorze Rose Gold. Dodatkowo wzięłam maskę z serii Bania Agafii (moje włosy są ponad polityką i kochają te maski). 

W końcu dobrnęliśmy do końca. Trochę tego jest, ale większość kosmetyków chciałam kupić od dłuższego czasu, więc promocja była jak znalazł. :)

Naomi

niedziela, 24 maja 2015

Kilka słów o aktualnie używanej kolorówce + makijaż

Dzisiejszy wpis chciałabym poświęcić kolorówce, którą najczęściej używam i zdecydowanie zasługuję na miejsce w gronie ulubieńców. Znajduje się tutaj kilka kosmetyków, które są nowościami, ale znajdziemy także te, do których wróciłam po przerwie.



Na powyższym zdjęciu znajduje się puder do twarzy z serii Fit Me w najjaśniejszym kolorze z Maybelline. Niestety w chwili obecnej już go nie używam, ponieważ zużyłam do ostatniego okrucha, czego bardzo żałuję. Z chęcią wróciłabym go do niego, ale niestety jest niedostępny w Polsce. Polubiłam go ze względu na wielogodzinną trwałość, matowienie oraz idealny dla mnie kolor. 

Z tuszami do rzęs L'oreal mam ciężką relację i również w tym przypadku tak jest. Tym razem spróbowałam standardowej wersji One Million Lashes. Początkowo sklejał rzęsy, jak podeschnął było lepiej, ale znów jak za bardzo to znowu sklejał i oblepiał. Wadą jest również fakt, że pod koniec dnia lubi się kruszyć. Od kilku dni używam czegoś z zupełnie innej półki, a mianowicie podczas promocji w Rossmannie skusiłam się na maskarę Miss Sporty Studio Lash 3D Volumythic (w żółtym opakowaniu) i na razie jestem nią oczarowana. Mam nadzieję, że to nie tylko chwilowy stan.

Kilka tygodni temu skończyła się moja baza pod cienie do powiek z ArtDeco. Było to moje drugie opakowanie. Bardzo ją lubiłam, ale czas na zmianę i postanowiłam zamówić matującą bazę z Zoeva. Pech chciał, że od końca kwietnia jest w polskich sklepach internetowcy niedostępna, a nie chcę nic innego, dlatego muszę sobie radzić w inny sposób. Zrezygnowałam z konkretniejszych makijaży oka, ale czasami, gdy chcę zmalować coś w neutralnych barwach to sięgam po Colour Tattoo z Maybelline w kolorze On&On Bronze. Dobrze sprawdza się solo, ale o wiele lepiej jako baza pod cienie (najczęściej Inglot). Makijaż długo się utrzymuje, nie ściera i nie wchodzi w załamania. Początkowo nie byłam do niego przekonana, ale teraz się do niego przekonałam.


Następnym ulubieńcem jest żel utrwalający do brwi z L'oreal w kolorze medium/dark. Od zakupu używam go codziennie i nie wyobrażam sobie makijażu bez niego. Przyciemnia włoski, utrwala je i trzyma w ryzach. Nie kruszy się i utrzymuje się od pomalowania do demakijażu.

Kolejnym kosmetykiem jest mój pierwszy produkt z MAC. Cieszę się, że na pierwsze spotkanie z tą marką wybrałam szeroko polecany korektor Pro Longwear w kolorze NW 15. Jestem z niego bardzo zadowolona, ponieważ zakrywa cienie pod oczami, ujednolica koloryt skóry oraz sprawdza się na niedoskonałości. Zastrzeżenia mam tylko do pompki, która wyjątkowo nie chcę ze mną współpracować i zawsze muszę wycisnąć za dużo. Dodam, że korektor ma rewelacyjną trwałość. 


Dopełnieniem makijażu oka jest czarna kreska wykonana eyelinerem. Moim ostatnim odkryciem jest Super Liner Perfect Slim z L'oreal. Dzięki niemu możemy namalować bardzo precyzyjną kreskę, która nie ściera się, nie blaknie, ani nie kruszy w ciągu dnia. Również z jej zmyciem nie ma problemu, chociaż trwałość wskazywała by na coś innego. Myślę, że znalazłam w swój ideał w tej kategorii.

Podczas makijażu oka nie można zapomnieć o linii wodnej. U mnie najczęściej ląduje tam cielista kredka z nieistniejącej już firmy Basic. Po woli zbliża się jej termin przydatności, ale póki mogę to z chęcią po nią sięgam. 


Na koniec cienie Inglot, które przez chwilę poszły w odstawkę, ale ostatnio częściej po nie sięgam. Zwłaszcza wróciłam do neutralnych odcieni, które dobrze komponują się z wyżej wymienionym Color Tattoo. Cienie są dobrze napigmentowane, łatwo się łączą i rozcierają. W poniższym makijażu użyłam odcieni 111,112 i 409. Na co dzień, gdy każda minuta jest na wagę złota na powieki nakładam tylko cień o numerze 353 lub 355, w celu ujednolicenia kolorytu. Są to matowe, cieliste kolory.


Trochę się rozpisałam, ale chciałam Wam sporo przekazać. :) Znacie kosmetyki, po które ostatnio najchętniej sięgam?

Naomi

środa, 20 maja 2015

Joy Box Wiosna Trendy

Korzystając z chwili luzu (sesja powoli się zbliża, więc jest to taka cisza przed burzą) chciałabym pokazać Wam zawartość pudełka Joy Box. Pudełko ukazuje się co dwa miesiące i teraz jest to już trzecia edycja. Ja zamówiłam pierwszą, którą pokazywałam tutaj, drugą sobie odpuściłam ze względu na nieciekawą zawartość, ale gdy zobaczyłam co będzie w trzeciej odsłonie nie mogłam przegapić takiej okazji. 

W tej edycji postawiono na bardziej luksusowe kosmetyki, a dodatkowo było ich o jeden więcej niż we wcześniejszych pudełkach. W sumie box zawierał 10 kosmetyków z różnych kategorii. W związku z tym cena była wyższa i musiałam za niego zapłacić 59 zł.


Tym razem pudełko było utrzymane w niebieskiej stylistyce. Podoba mi się nawet bardziej niż poprzednie.


W boxie znalazło się 7 z góry narzuconych kosmetyków oraz 3 które mogliśmy sobie sami wybrać. W gratisie otrzymałam najnowszy numer Joy.


Pierwszym kosmetykiem, który sama sobie wybrałam jest miniatura perfum Lolity Lempickiej, a drugim płyn micelarny z Dermedic. 


Ostatnim kosmetykiem, który sama sobie wybrałam jest nawilżające mleczko łagodzące z Tołpy.

W skład kosmetyków z góry "narzuconych" wchodziły:

  • krem matujący intensywnie nawilżający hydro algi z AA, 
  • odżywka do włosów Timotei,



  • mydełko żurawinowe Stenders,


  • maska nawilżająca etre belle,
  • lakier do paznokci Eclair, który jako jedyny nie pasuje mi z tego pudełka i muszę mu poszukać nowego właściciela,


  • "coś" (rękawica to za dużo powiedziane) do demakijażu oczu, które wymaga tylko wody z Glov,


  • pełnowymiarowy tusz do rzęs Mac.
Zamawiając pudełko tylko dla tuszu jesteśmy już na plusie, ponieważ sam kosztuje około 100 zł, a mamy jeszcze 9 innych kosmetyków, gazetę oraz pudełko, które możemy wykorzystać innym celu.



Podsumowując jestem bardzo zadowolona z zakupu i każdy kosmetyk z przyjemnością zużyje.

Co sądzicie o pudełku JoyBox?

Naomi

sobota, 9 maja 2015

Denko marcowo-kwietniowe

Od ostatniego wpisu z zużytymi kosmetykami minęło już ponad dwa miesiące, więc to najwyższy czas aby pokazać Wam, co w ostatnim czasie zużyłam. Przy okazji napiszę, czy żałuję zakupu, czy kupię ten kosmetyk kolejny raz. Trochę się tego zebrało i bardzo dobrze zwłaszcza ze względu na czas. 


W minionych miesiącach udało mi się co nieco zużyć kosmetyków kolorowych, więc i o nich Wam napiszę.


Na sam początek żele pod prysznic. Pierwszy z nich jest z Balea o zapachu pomarańczy z wanilią, a drugi z Isana o zapachu wanilii. Oba nie zachwyciły mnie swoimi właściwościami. Sprawowały się jak pierwsze lepsze żele, bez fajerwerków. Tylko ten pierwszy miał ciekawszy zapach. Na pewno nie kupię ponownie.


Następnie co nieco do włosów. Najpierw zużyłam dwie saszetki masek do włosów z Babuszki Agafii. Bardzo dobrze się u mnie sprawdziły i chętnie sięgnę po kolejne opakowania. Następnie wykończyłam odżywkę intensywna odbudowa i szampon wzmacniający z Ziaja. Oba kosmetyki mnie nie zachwyciły. Miały bardzo przeciętne działanie, a odżywka to wręcz klapa. W szamponie podobał mi się tylko miętowy zapach. Na pewno nie kupię tego zestawu (Ziaja) ponownie.


Na powyższym zdjęciu znajduje się zbieranina różnych kosmetyków. Moje serce szczególnie zdobyło masło do ciała o zapachu kandyzowanego jabłka i truskawkowy krem do rąk z The Body Shop. Oba miały przede wszystkim przepiękne zapachy oraz przyzwoite działanie. Na pewno kupię jeszcze jakieś kosmetyki tej firmy.

Zużyłam także krem Nivea Soft, krem do rąk z Dermo-pharmy oraz miniaturę Avene, ale żaden z tych kosmetyków mnie nie ujął, więc nie ma nad czym się rozwodzić.


Wśród kosmetyków do twarzy skończyłam moje ulubione malinowe oczyszczające chusteczki do oczyszczania twarzy z Balea. Niestety w polskich sklepach trudno znaleźć chusteczki, które mają ciekawy zapach. Te pięknie pachną, ale mają też zadowalające działanie. Na pewno kupię znowu jakąś nową wersję zapachową. 

Z Alverde zużyłam rumiankową emulsję do mycia twarzy. Kosmetyk okazał się bardzo fajny, spełniał swoją rolę. Nie mogę mu nic zarzucić. Z przyjemnością go używałam. Może kupię ponownie.

Następnie chciałabym wspomnieć o kremie z Pharmaceris z 5% kwasem migdałowym. Zdecydowanie nie polubiłam się z nim i długo zajęło mi jego skończenie. Nie zauważyłam jego dobroczynnych właściwości. Na pewno nie kupię ponownie. 

W ostatnim czasie z kosmetykami Yves Rocher totalnie nie jest mi po drodze, ale płyn dwufazowy z bławatkiem sprawdza się u mnie doskonale. W ostatnim czasie zużyłam aż dwie butelki tego płynu. Szybko i sprawnie radzi sobie z makijażem oka. Nie pozostawia tłustej warstwy i mgły na oczach. Zdecydowanie polecam i z przyjemnością kupię kolejną butelkę. 


Następnie garść różności. Bardzo lubię pasty do zębów z Himalaya Herbals i płatki kosmetyczne Tami. Do tych produktów regularnie wracam. 


Na sam koniec garstka kolorówki. Zużyłam mój ulubiony puder do twarzy z Maybelline z serii Fit me. Doskonale się u mnie sprawdzał. Wyrównywał koloryt, długo się utrzymywał i przede wszystkim dobrze matowił. Jeśli będę miałam tylko okazje na pewno kupię kolejne opakowanie.

Skończyłam także moją ulubioną bazę pod cienie z Art Deco. Służyła mi dzielnie prawie 1,5 roku i żałuję, że się już skończyła. Świetnie przedłużała trwałość cieni, podbijała kolor oraz ułatwiała rozcieranie. Na pewno nie było to moje ostatnie opakowanie.

Zużyłam także prawie korektor True Match z L'oreal. Zostało mi go nie wiele, ale minął czas na jego zużycie od otwarcia, więc stwierdziłam, że czas się rozstać. Bardzo go polubiłam miał jasny kolor. długo się utrzymywał i ładnie maskował niedoskonałości. Nie wykluczam zakupu kolejnego opakowania.

Super Liner z L'oreal już dawno miałam wyrzucić, ponieważ zużyłam go już jaki czas temu, ale jakoś nie chciałam się z nim rozstawać. Bardzo lubię eyelinery tej firmy i na pewno będę do niego wracać.

Ostatnim kosmetykiem jest konturówka do oczu z Catrice, którą musiałam wyrzucić, ponieważ stwardniała i nie możliwym jest jej użytkowanie. Zastanawiające jest to, zwłaszcza że nie mam jej bardzo długo.
__________
Jak widzicie trochę tego zużyłam. Do niektórych kosmetyków na pewno wrócę. O pozostałych nie warto pamiętać. Używałyście któregoś z powyższych kosmetyków?

Naomi

poniedziałek, 4 maja 2015

Zostałam #AmbasadorkaLPM

Blogi opanowała plaga postów zdradzająca zawartość paczek ambasadorskich Le Petit Marseillas. Po mimo to ja również nie odmówię sobie tej przyjemności i pokaże co znajdowało się w mojej. Nie spodziewałam się, że zostanę wybrana i było to dla mnie bardzo miłe zaskoczenie.

Z tymi kosmetykami nie miałam wcześniej styczności. Tylko tyle ile miałam okazje je oglądać w sklepie. 


Paczka przyszła do mnie w ekspresowym tempie. Nie spodziewałam się, że tak szybko to się potoczy.


Karton mieszczący kosmetyki był zapakowany z dbałością o najmniejsze szczegóły. Uwielbiam, gdy dba się nawet o takie detale.


Zaraz po otwarciu Le Petit Marseillas zaproponowało zabawę, polegająca na zasłonięciu oczu maseczką i odgadywaniu zapachów otrzymanych żeli pod prysznic. Ja niestety zignorowałam informacje o tym zawartą w liście, ponieważ gdy dostałam paczkę bardzo się spieszyłam i bez zastanowienia popatrzyłam co do mnie trafiło.


Żele pod prysznic, które dostałam mają bardzo energetyczne, letnie zapachy. Większy o pojemności 650 ml raczy nas aromatem pomarańczy i grejpfruta, a mniejszy o pojemności 400 ml jest o zapachu cytryny i werbeny. Muszę przyznać, że zdecydowanie pierwszy wariant zapachowy bardzie przypadł mi do gustu. 


W kartonie znalazłam także sporą ilość próbek żelu pod prysznic o zapachu kwiatu pomarańczy oraz mleczka do ciała ze słodkim migdałem, masłem shea oraz olejkiem arganowym.


Jak widzicie jestem zachwycona paczką. Bardzo się cieszę, że zostałam wybrana #AmbasadorkąLPM i będę mogła poznać dotychczas nieznane mi kosmetyki.

Naomi

piątek, 1 maja 2015

Czy 2w1 to kit? - Tołpa tonik i płyn micelarny w jednym

Witajcie, dzisiaj chciałabym Wam opisać tonik, który używam już od dłuższego czasu i nie chcę się skończyć. Wiem, że wiele osób nie używa tego typu kosmetyków, ale dla mnie jest to bardzo ważny punkt w pielęgnacji twarzy. Kosmetyki z Tołpy mają już ugruntowaną pozycje w mojej kosmetyczce i większość sprawdza się u mnie doskonale. Już teraz zdradzę, że tak samo jest z matującym płynem micelarnym - tonikiem 2w1 do mycia twarzy z serii strefa t. Więcej o nim dowiecie się z kolejnych linijek tekstu.


Wyżej wymieniony kosmetyk występuje w dwóch rozmiarach 200 ml (tą wersje kiedyś miałam) i 400 ml, którą widzicie na powyższym zdjęciu. Mniejsza kosztuje 27,99, a większa 37,99 zł i oczywiście wychodzi bardziej ekonomicznie. Dodam, że warto polować na promocje, jak na przykład teraz duża butelka w Super-pharm kosztuje 11,99 zł przy zakupach za 35 zł. Kosmetyki Tołpa są dostępne w wyżej wymienionej drogerii, ale również w Rossmannie, Hebe i online, gdzie szczególnie polecam zaglądać, ponieważ zdarzają się świetne okazje.

Szata graficzna kosmetyków bardzo dobrze wpisuje się w mój gust. Myślę, że w prostocie jest siła. Opakowanie jest wykonane z porządnego plastiku. Dozownik ma odpowiedni otwór. Dzięki temu można wylać na wacik odpowiednią ilość płynu. Zamknięcie jest bardzo szczelne i przede wszystkim inne niż w mniejszej wersji. Dokładnie chodzi mi o to.


Według producenta jest to produkt 2w1 tonik i płyn micelarny służący do demakijażu. Od razu chciałabym zaznaczyć, że ja tego produktu używałam tylko jako toniku. Pamiętam, że raz próbowałam zmyć nim tusz do rzęs, ale szybko się poddałam. Mówi się, że jak coś jest do wszystkiego, to jest do niczego. W tym wypadku przynajmniej sprawdza się w roli toniku do twarzy. Wspaniale odświeża skórę, usuwa zanieczyszczenia i tonizuje ją. Po użyciu jest przyjemnie gładka w dotyku. Nie jest klejąca. Szybko wysycha. Po użyciu tego toniku skóra jest świetna przygotowana do kolejnych etapów pielęgnacyjnych. Producent obiecuje zmatowienie i zwężenie porów. Muszę przyznać, że ten kosmetyk to robi. Może w niespektakularny sposób, ale na pewno widoczny. Dużą zaletą tego kosmetyku jest wydajność. Używam go już kilka miesięcy, a jeszcze trochę mi go zostało. Dodam, że staram się go stosować dwa razy dziennie.


Podsumowując kosmetyk jako tonik bardzo dobrze się u mnie spisał. Robi to, co do niego należy, czyli odświeża skórę i usuwa zanieczyszczenia. Bardzo pozytywnie mnie zaskoczył tym, że rzeczywiście matuje i zwęża pory. Na pewno nie była to moja ostatnia butelka. Polecam.

Naomi
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...