czwartek, 7 sierpnia 2014

Otwarcie Organique w Katowicach - krótka relacja

Dziś chciałabym pokazać Wam kilka fotek z otwarcia pierwszego stoiska Organique w Katowicach. Firma nie jest mi zupełnie obca, ponieważ miałam okazję odwiedzić ich stoiska w Krakowie, ale dotychczas nie miałam żadnego ich kosmetyku, ale już się to zmieniło. Jestem bardzo ciekawa, co z tego wyniknie. 

Stoisko Organique znajduje się w okolicach Saturna. Zdjęcia robiłam aparatem wbudowanym w telefonie, więc nie są idealne. Mam nadzieję, że mi to wybaczycie.

Najbardziej spodobało mi się w Organique to, że do każdego kosmetyku jest tester. Możemy sobie sprawdzić konsystencje, zapach, wszystko czego dusza zapragnie. Poza tym jest to polska firma.











Na otwarciu można było wziąć udział w konkursie oraz skorzystać z masażu dłoni. Ja oczywiście skorzystałam z obu atrakcji. Najbardziej zadowolona jestem z masażu. 

Bardzo spodobał mi się asortyment Organique oraz jego wszechstronność. Z pewnością na coś w najbliższym czasie się skuszę. Na razie wybrałam masło shea o zapachu lnu i grapefruita oraz Savon Noir, czyli czarne mydło. Szczególnie tego drugiego jestem ciekawa. Na razie kupiłam 100 g na spróbowanie. Przy okazji chciałabym wspomnieć, że wiele kosmetyków z Organique możemy kupić na wagę.



Pozdrawiam
Naomi

poniedziałek, 4 sierpnia 2014

Polubione w lipcu

Niedawno zdałam  sobie sprawę, że ostatni ulubieńcy, którzy pojawili się na moim blogu to ulubieńcy ubiegłego roku, którzy pojawili się początkiem stycznia. W końcu czas to nadrobić i pokazać Wam kosmetyki, które polubiłam w ostatnich miesiącach, a przede wszystkim w lipcu. Wybrałam ścisłą szóstkę, która w szczególności zasłużyła na uwagę.


Na początku kategoria, która najprawdopodobniej nigdy nie pojawiła się szerzej na moim blogu. Oczywiście chodzi o perfumy. Przez dłuższy czas byłam ignorantką w tej kwestii aż poznałam niektóre zapachy Yves Rocher. W szczególności moje serce skradło "Śródziemnomorskie lato", czyli tegoroczna edycja limitowana. Tą butelkę mam od początku lipca (w ostatnich zakupach mogliście zobaczyć opakowanie kupione na zapas) i używam prawie za każdym razem, kiedy gdzieś wychodzę. Nie jestem dobra w opisywaniu zapachów, dlatego napiszę Wam tylko jak ja go odbieram. Jest to bardzo świeży i odświeżający zapach, o cytrusowych nutach. Wyczuwam w nim też męskie nuty, które wyjątkowo mi się podobają. Głównie to one zdecydowały o zakupie pierwszej flaszki. 


Następnie na uwagę zasługuje moje odkrycie tego roku, czyli woda termalna Uriage. Wcześniej miałam wodę w sprayu z Balea i wodę termalną z Avene, ale to nie było to. W Uriage podoba mi się wszystko. Szczególnie na uwagę zasługuje fakt, że jest izotoniczna. Nie trzeba jej wycierać. Następnie ma świetny zapach, kojarzy mi się z solankami. Również atomizer jest rewelacyjny, rozpyla delikatną mgiełkę wody. Zauważyłam, że odkąd go zaczęłam używać poprawiła mi się cera. Nie mogę też nic zarzucić opakowaniu oraz cenie, która nie przyprawia o zawrót głowy (18 zł za 150 ml, a często nawet mniej). 


Kolejnym kosmetykiem, o którym chciałam wspomnieć jest krem do mycia twarzy z Balea. Słyszałam o nim sporo dobrego i będąc w Niemczech za niecałe 2 € kupiłam. Muszę przyznać, że spisuje się bardzo dobrze. Ma niewielkie drobinki (ale jest ich niestety dość mało), które delikatnie ścierają martwy naskórek. Krem świetnie usuwa pozostałości makijażu oraz inne zabrudzenia nagromadzone w ciągu dnia. Pozostawia skórę dobrze oczyszczoną i przyjemną w dotyku.

Na tym samym zdjęciu zawieruszył się jeszcze truskawkowy (albo poziomkowy, tłumacz nie mógł się zdecydować) żel peelingujący z Yves Rocher. W tym przypadku polubiłam nie tyle co sam kosmetyk, któremu do ideału sporo brakuje, a zapach. Jest cudowny, bardzo fajnie odwzorowany. Nie jest chemiczny i bardzo mi się podoba. Sam peeling jest bardzo słaby. Ja go raczej traktuje jako bardzo drogi (16,9 za 200 ml) żel pod prysznic zawierający sporo nic nie robiących drobinek, ale ten zapach wynagradza wszystko.


Przedostatni kosmetyk może być zaskoczeniem, ponieważ jest to przeciwzmarszczkowy krem odmładzający z olejkiem arganowym z Eveline. Z opisu może nie do końca jest dla mnie odpowiedni, ale zimą gdzieś przeczytałam, że ma dobry, nawilżający skład. Od pewnego czasu go używam i jestem bardzo zadowolona. Szczególnie chwalę sobie jego lekką konsystencje, która bardzo szybko się wchłania. Skóra jest bardzo dobrze nawilżona i nie zaobserwowałam żeby przyczyniał się do pojawiania większej ilości pryszczy. 


Ostatnim kosmetykiem i rodzynkiem z kolorówki jest pomadka Maybelline Color Whisper w kolorze Pink Possibilities. Pomadka zauroczyła mnie swoim kolorem, który na ustach jest bardzo naturalny. Usta są lekko zabarwione na różowo i nienachalnie lśnią. Nie wysusza ust, a nawet delikatnie je nawilża.

W końcu dobrnęliśmy do końca. Znacie powyższe kosmetyki? 

Naomi

czwartek, 31 lipca 2014

Zakupy z ostatnich tygodni oraz otwarcie Organique w Katowicach

Dawno nie publikowałam na blogu notki z zakupami. Ostatnia tego typu pojawiła się o zgrozo w maju i to z zakupami z kwietnia. Czas nadrobić zaległości. Przez te kilka miesięcy trochę przybyło mi dóbr, ale nie wszystkie pokaże, ponieważ zostały już porozkładane po domu i po pokoju. Nie przedłużając przejdźmy do sedna.


W ostatnim czasie moją uwagę przykuły dermokosmetyki. Między innymi kupiłam antyperspirant z Vichy. Ostatnio głównie używałam Rexony, ale niestety nie zapewniała mi wystarczającej ochrony, a ten na razie mnie nie zawiódł. Następnie kupiłam zupełnie przez przypadek wodę termalną z Uriage. Dopiero po jakimś czasie zaczęły docierać do mnie jej rewelacyjne opinie. Zdradzę już teraz, że ją pokochałam, jest niezastąpiona. Ostatnim dermokosmetykiem jest żel do mycia twarzy z La Roche Posay. Miałam jego miniaturkę w Glossy Boxie i przypadł mi do gustu. 


Przez ostatnie tygodnie byłam częstym gościem w Biedronce. Na wyprzedaży za 5 zł dorwałam maskę z olejkiem arganowym z Eveline oraz odżywkę z L'oreal Elseve. Kupiłam także mój pierwszy suchy szampon Batiste. Wybrałam wariant Wild, ze względu na wzorek w cętki.


Również na wyprzedaży, ale już za 10 zł przecenione z 24,99 dorwałam zestaw pędzelków a'la Ecotools. Zajmują bardzo mało miejsca, więc najprawdopodobniej będę je przede wszystkim zabierać w podróże.


W lipcu prawie każda blogerka kupiła choć jeden kosmetyk z Ziaja z serii liście manuka. Oczywiście ja musiałam być wśród nich. Skusiłam się na tonik i pastę. Pierwsze testy okazały się bardzo obiecujące.


Przedostatnie zdjęcie przedstawia moje zamówienie z Yves Rocher. Ostatnio ostro wkręciłam się w tą markę, co zdecydowanie nie jest dobre dla mojego portfela. Głównym celem zamówienia było zamówienie dwóch perfum:
  • Śródziemnomorskie lato 75 ml (rewelacyjne pod względem zapachu)
  • Flowerparty 50 ml (bardzo mi przypadły do gustu)
Dla osób nieświadomych, zakupy w YR najbardziej opłacają się online ze względu na częste, atrakcyjne kody. Na przykład, ja skorzystałam z -100 złotych. Oprócz tych perfum wybrałam:
  • krem intensywnie odżywiający do stóp 2 sztuki
  • szampon stymulujący przeciw wypadaniu włosów
  • odzywkę odbudowująca
  • szampon-żel pod prysznic mięta
  • peelingujący żel pod prysznic jeżyna
  • balsam regenerujący do ust 
  • zestaw żeli pod prysznic zielona herbata i zielona cytryna
W gratisie otrzymałam:
  • wodę toaletową Flowerparty 30 ml
  • Sebo Vegetal żel-krem przeciw niedoskonałościom cery
Nie bądźcie przerażone, nie wszystko zostawiłam dla siebie.

Ostatnią rzeczą, którą chcę Wam pokazać jest przesyłka od Organique z okazji otwarcia ich pierwszego stoiska w Katowicach. Otrzymałam peelingującą piankę, mydełko, wosk do kominka oraz garść próbek. Całość cudownie egzotycznie pachnie.


Przy okazji chciałabym Was poinformować o oficjalnym otwarciu już jutro w galerii Silesia City Center, na którym najprawdopodobniej również się pojawię. 


Miałyście któryś z powyższych kosmetyków?

O czym chciałybyście przeczytać w pierwszej kolejności?

Kto się przyjdzie na otwarcie?

Naomi

wtorek, 29 lipca 2014

Ostatnio zużyte kosmetyki (Alverde, Balea, Yves Rocher, Cleanic, Garnier)

Stosunkowo nie dawno pokazywałam Wam sporą torbę zużytych kosmetyków. Dzięki temu post był bardzo długi, dlatego postanowiłam pisać taki post, kiedy uzbieram około 10 opakowań. W ostatnim czasie zużyłam aż trzy żele pod prysznic i dwa szampony. Jest to spowodowane faktem, że kilka kosmetyków miałam prawie zużyte w Krakowie i po powrocie do domu je skończyłam wraz z tymi, co jeszcze tutaj zalegały.


Tym razem moja gromadka 10-ciu kosmetyków jest wyjątkowo kolorowa. ;)


Na początek żele pod prysznic.

Yves Rocher kwiaty cytrusów
Nie przepadam za kwiatowymi zapachami, ale ten wyjątkowo przypadł mi do gustu. Podoba mi się jego cierpkość i cytrusowa nuta. Nieźle się pieni. Dobrze spełnia rolę żelu pod prysznic. Nie podrażnia. Niestety cechuje się słabą wydajnością oraz nie podoba mi się jego regularna cena, która w stosunku do pojemności jest nieadekwatna. 

Balea borówkowy żel pod prysznic
Trochę się za nim nachodziłam niż go dopadłam. Ciągle był wykupiony. Ma bardzo ciekawy zapach, choć nie bardzo przypomina jagody. Dobrze się pieni i myje. Zastrzeżenia mam do konsystencji, która jest bardzo rzadka i się przelewa przez palce. W związku z tym jest bardzo niewydajny, ale ma bardzo przyjemną cenę, więc mu to wybaczam.

Balea hawajski ananas
Miałam go zachomikowany od zeszłego roku i nadal uważam, że jest rewelacyjny. W ogóle chciałabym zauważyć, że tegoroczna edycja limitowana żeli pod prysznic w żadnym stopniu nie umywa się do zeszłorocznej. Żel cudownie pachnie, dobrze się pieni i myje. W porównaniu z poprzednikiem jest o wiele bardziej wydajny.


Włosy

O tej serii pisałam w poprzedniej notce, że się niestety u mnie nie sprawdziła. Odżywka wygładzała włosy tylko pierwszego dnia po umyciu. Kolejnego nie mogłam ich rozczesać. Nie polubiłam się z nią.

Trochę lepiej się sprawdził niż odżywka z tej samej serii. Nieźle mył i pienił się, ale opakowanie w postaci tubki nie przypadło mi do gustu.

W tym towarzystwie ten szampon najbardziej przypadł mi do gustu i nawet rozważam zakup kolejnego opakowania. Przede wszystkim cudownie pachnie, świetnie się pieni i dobrze myje włosy. Nie obciąża ich nie przetłuszcza. Myślę, że to jest odkrycie ostatnich tygodni.


Różności

Yves Rocher płyn dwufazowy z bławatkiem
Słyszałam o nim sporo dobrego, więc jako fanka dwufazowych płynów do demakijażu musiałam spróbować i się nie zawiodłam. Szybko rozprawia się z tuszem, cieniami, czy czarnym eyelinerem. Nie podrażnia oczu i nie zostawia tłustej warstwy. W najbliższym czasie pojawi się na jego temat szersza opinia.

The Secret Soap Store krem do rąk z 20% masła shea o zapachu zielonej herbaty
W zeszłym roku zachwycałam się tą marką, ale teraz mój entuzjazm opadł. Krem przyjemnie pachniał, dobrze nawilżał, ale ze względu na dużą zawartość masła shea długo się wchłaniał. Zwykle używałam go do stóp. Do dłoni preferuje ostatnio coś lżejszego.

Alverde matujący krem do twarzy z limetką i jabłkiem
Męczyłam się z tym kremem dość długo, ponieważ szkoda mi było go wyrzucić, ale niestety mogę wymienić tylko dwie jego zalety. Mianowicie bardzo przyjemny zapach oraz opakowanie, które jest o wiele bardziej higieniczne od słoiczka. Poza tym krem ma bardzo lejącą konsystencje. Długo się wchłania i skóra się lepi. W ogóle nie matuje, a przede wszystkim negatywnie działa na cerę. Nigdy więcej.


Cleanic płatki kosmetyczne z proteinami jedwabiu
Zazwyczaj wybieram najtańsze płatki kosmetyczne, ponieważ i tak wylądują w koszu. Czasami mam ochotę jednak na coś droższego, dlatego wybór padł na jedne z droższych w sklepach płatków, czyli Cleanic, Kiedyś porównywałam je z Sephorą i Lilibe, i zdecydowanie wypadły najgorzej. Od tego czasu się nie zmieniły. Nadal grube, rozwarstwiające się. Na pewno nie kupię ich ponownie.

Na razie tyle. Zastanawiam się, kiedy zbiorę kolejne 10 pustych opakowań.

Miałyście któryś z powyższych kosmetyków?

Naomi

środa, 23 lipca 2014

Balea: szampon i odżywka do włosów długich z serii profesjonalnej

W mojej kosmetyczce bardzo często przewijają się kosmetyki z Balea. Najczęściej decyduje się na pielęgnacje ciała, rzadziej włosów. Zwykle moje włosy nie współpracują zbyt dobrze z tymi kosmetykami, a już kompletną klapą był głębokooczyszczający szampon z kolekcji profesjonalnej. Po tym miałam zamiar sobie odpuścić tą serię, ale niedługo po tym pojawiła się zapowiedź serii do włosów długich i postanowiłam dać jeszcze jedną szansę.


Kosmetyki Balea są dostępne przede wszystkim w drogeriach DM (np. w Niemczech, Czechach...) oraz w polskich sklepach internetowych i na allegro. W Niemczech szampon i odżywka kosztują po 1,45 €. W Polsce kupując online trzeba zapłacić co najmniej 10 zł. Z serii do włosów długich znajdziemy jeszcze 1 minutową maskę. Szampon ma pojemność 250 ml, a odżywka 200 ml.


Zarówno szampon i odżywka znajdują się w plastikowych tubach zamykanych klapką. Początkowo takie rozwiązanie mi się bardzo podobało, ponieważ wydawało się faktycznie bardziej profeszional. Niestety nie sprawdziło się, kiedy musiałam wyciskać szampon jedną ręką (nie było okazji się "pochwalić", że złamałam palec). Tubki są wykonane z dość grubego plastiku i nawet dwoma dłońmi wydobyć resztki. 


Oba kosmetyki mają dość rzadką konsystencję, przez co wylewały się z opakowań. Mają przyjemny zapach. Nie jestem w stanie go do niczego porównać, ale kojarzy mi się z zapachem, którym charakteryzują się kosmetyki używane w salonach fryzjerskich.

Szampon jest półprzezroczysty o białym zabarwieniu, a odżywka zupełnie biała. Zestaw jest całkiem wydajny. Nie zauważyłam, żeby szybko go ubywało, a chciałabym zauważyć, że używałam tego zestawu razem. Nie pamiętam, żebym wymieniała jeden, czy drugi kosmetyk na inny. Aczkolwiek wyjątkowo szampon zużyłam szybciej, ale wydaję mi się że jest to spowodowane tym, że myję włosy dwa razy.


Jak wspomniałam używałam tego zestawu razem, więc myślę, że tak najlepiej mogę ocenić jego właściwości. Chciałabym jeszcze dodać kilka słów o moich włosach. Zdecydowanie lubią emolienty, o wiele gorzej służą nim proteiny. Niestety przed zakupem tego zestawu nie spojrzałam w skład i nie zauważyłam, że sporo tych drugich znajduje się w składzie. Obawiałam się użyć tych kosmetyków, ale ciekawość przezwyciężyła i niestety nie do końca jestem zadowolona.

Szampon

Szampon dobrze oczyszczał włosy, ale niestety przy okazji je plątał. Nie spowodował żadnych niefajnych rzeczy na skórze głowy. Nie przetłuszczał jej. Włosy zachowywały standardową świeżość (u mnie do trzech dni). Po użyciu szamponu dość trudno było rozczesać, dlatego konieczne było użycie odżywki.

Odżywkę nakładałam zawsze na długość włosów, nigdy na skórę głowy. Całkiem dobrze radziła sobie z poplątanymi kosmykami, były wygładzone. Zauważyłam, że najlepiej włosy umyć i dać nim czas wyschnąć. Pójście spać było wykluczone, ponieważ rano po mimo użycia odżywki, włosy bardzo trudno było rozczesać (przy użyciu Tangle Teezera i odżywki w sprayu z Aussie). Gdy dawałam nim wyschnąć to pierwszego dnia po umyciu wyglądały ślicznie. Były lśniące i lejące. Nie puszyły się. Natomiast kolejnego było gorzej. Końcówki wywijały się w każdą stronę, puszyły się. Wyglądały na brzydkie i zniszczone. Ciężko było je rozczesać. Jeszcze gorzej sprawa wyglądała, gdy używałam tylko tego zestawu prze dłuższy czas, dlatego konieczne było robić przerwy i używać jeszcze czegoś innego.

Odżywka

Podsumowując nie jestem zadowolona z tego zestawu. Jedynymi plusami jakie mogę wymienić są fakty, że wiem na pewno, że proteiny nie służą moim włosom oraz to, że w najbliższym czasie w mojej kosmetyczce nie pojawi się nic z Balea do włosów.

Co sądzicie o kosmetykach z Balea do włosów?

Naomi
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...