wtorek, 20 września 2016

BeGlossy "Slow life" Wrzesień 2016


Kolejne pudełko już u mnie. Najnowsza edycja była promowana hasłem "Slow life". Niestety po rozpakowaniu nie widzę w nim nic, co nawiązywałoby do tego hasła. Poza tym otrzymałam moim zdaniem najgorszą wersję z możliwych. Zdecydowanie byłam bardziej zadowolona z pianki do mycia Nivea oraz tuszu do rzęs Debby. W zamian za to dostałam płyn do mycia twarzy nie wymagający wody z firmy DLA oraz czarną kredkę (z jednej strony, kolor najbardziej uniwersalny, ale ja już mam inne kosmetyki tego typu). Następnie chyba kosmetyk, z którego jestem najbardziej zadowolona, czyli maseczka z glinką Enilome. Na plus także miniaturki z Uriage (choć wolałabym większe) i Vichy. Podsumowując po kilku dobrych pudełkach jestem rozczarowana wersją A. 


P.S. O tym, co ja tutaj robię w najbliższym czasie. ;)

piątek, 15 stycznia 2016

To byłoby na tyle...

Witajcie, 
wiem, że nie odzywałam się przez ponad pół roku, ale decyzje o napisanie tego posta odkładałam w nieskończoność. Kilka dni temu minęło 5 lat odkąd stworzyłam to miejsce, któremu poświęcałam wiele czasu. To był bodziec aby w końcu się z wami pożegnać. Jak się domyślacie będzie to ostatni post na blogu. Decyzja o zakończeniu działalności chodziła za mną od wielu tygodni. Na jej podjęcie wpłynęło to, że nie mam już takiej satysfakcji z pisania jak kiedyś. Poza tym uważam, że jest wiele osób, które mają o wiele więcej doświadczenia i wiedzy.

Nie planuje usunięcia bloga, ponieważ jest kopalnią wiedzy również dla mnie. Jeśli chcecie wiedzieć co kosmetycznego u mnie słychać, to zapraszam na mój Instagram. Nick: naomiblog - odnośnik gdzieś powinien być po prawej stronie. ;)

Trzymajcie się ciepło,
Naomi

czwartek, 9 lipca 2015

#AmbasadorkaLPM - recenzja żeli pod prysznic Le Petit Marseillais

Witajcie po dłuższej przerwie. Dzisiaj chciałabym Wam przedstawić moją opinię na temat żeli pod prysznic Le Petit Marseillais w nowych wariantach zapachowych, czyli pomarańczy i grejpfruta oraz werbeny i cytryny. Z kosmetykami tej marki mam po raz pierwszy styczność, chociaż od dłuższego czasu zerkały na mnie ze sklepowych półek i zachęcały do zakupu. Trafiły do mnie jednak w wyniku wzięcia udziału w programie "Ambasadorka LPM".


Kosmetyki Le Petit Marseillais są dostępne przede wszystkim w Rossmannach oraz Super-pharm, ale widziałam je również w mniejszych drogeriach. Do wyboru mamy wiele rozmaitych wariantów zapachowych. Nie wszystkie wpisują się w mój gust, ale kilka chętnie widziałabym u siebie. Żele pod prysznic możemy kupić w kilku rozmiarach, 250 ml, 400 ml i 650 ml (z tym, że jest to kosmetyk 2w1 do kąpieli i pod prysznic). Kosmetyki kosztują od kilku w promocji do około 20 złotych.

W moim posiadaniu jest delikatny żel 2w1: pod prysznic i do kąpieli o pojemności 650 ml o zapachu pomarańczy i grejpfruta oraz delikatny żel pod prysznic o pojemności 400 ml o zapachu werbeny i cytryny.


Opakowania nie przypadły mi szczególnie do gustu, ale są praktyczne i dobrze spełniają się w swojej roli. Nie wyślizgują się z dłoni, nawet pod prysznicem. Szata graficzna jest prosta i przemyślana. Na pewno jest to mi bliższe niż nieuzasadniony przerost formy nad treścią. Butle są wykonane z twardego i porządnego plastiku. Zamknięcie działa nienagannie. 


Konsystencja żelu jest typowa dla tego typu kosmetyków. Nie za gęsta i nie za rzadka. Żele są bardzo wydajne. Łatwo się pienią. Mają mocne, intensywne zapachy, które zostają na skórze i można je wyczuć w łazience. Jednak muszę przyznać, że bardziej do gustu przypadła mi wersja z pomarańczą i grejpfrutem. Ma bardzo energetyczny i odświeżający zapach. Drugi nie do końca mi się podobał, ale jest to moje indywidualne odczucie, ponieważ innym się spodobał. 


Oprócz zapachu, butelki niewiele różnią się właściwościami. Żele dobrze myją i oczyszczają skórę. Nie podrażniają i nie uczulają. Są wydajne. Niewielka ilość tworzy sporą ilość piany.


Podsumowując żele dobrze się u mnie sprawdziły. Wersje z grejpfrutem i pomarańczą z przyjemnością zużyję do końca. Drugą butelkę komuś oddam, ponieważ zapach zupełnie mi się nie spodobał. Polecam.

Znacie żele pod prysznic Le Petit Marseillais?

Naomi

czwartek, 4 czerwca 2015

Promocje -40%, -49% w Rossmannie i Drogeriach Natura - moje zakupy

Koniec kwietnia i cały maj minął pod znakiem promocji w Rossmannie i Drogerii Natura. Oczywiście musiałam z nich skorzystać. Niektóre kosmetyki i tak kupiłabym w najbliższym czasie, a pozostałe były po prostu zachcianką. 

Najwięcej gotówki zostawiłam w Rossmannie, który skusił najpierw promocją na kosmetyki kolorowe, a później na pielęgnacje twarzy. 


Zacznę jednak od kosmetyków zakupionych w Drogeriach Natura, gdzie było tylko 40% zniżki, natomiast obejmowało marki, które są prawie wyłącznie dostępne tylko tam (piszę prawie, ponieważ szafy Catrice i Essence coraz częściej zdarzają się w Rossmannach). Kupiłam tam dwa kosmetyki z Catrice: puder do twarzy Colour Correcting oraz cień do powiek z serii Liquid Metal w kolorze 040 Under Treasure. Z tego drugiego kosmetyku jestem na razie średnio zadowolona, ponieważ ma niewystarczającą dla mnie pigmentacje.

Z Essence do koszyka wpadła matowa szminka  w kolorze 07 Natural Beauty oraz tusz do rzęs Plump no Clump, który okazał się tak beznadziejny, że użyłam go dopiero dwa razy. Przede wszystkim ma strasznie sztywną szczotkę oraz jest bardzo rzadki. Uważajcie na niego.

W Rossmannie zakupy były bardziej szczęśliwe. Podczas pierwszego tygodnia do koszyka wpadł korektor z L'oreal Lumi Magique, z którego jestem bardzo zadowolona. Następnie kupiłam dwa kosmetyki z najnowszej serii Rimmel Lasting Finish, a mianowicie puder i kamuflaż. Oba w najjaśniejszych kolorach. Używam ich właściwie od zakupu i jestem zachwycona.

W czasie promocji na kosmetyki do makijażu kupiłam tylko tusz do rzęs z Miss Sporty Studio Lash 3D Volumythic


W czasie promocji na lakiery do paznokci i kosmetyki kolorowe do ust można było także kupić taniej balsamy do ust. Bardzo mnie to ucieszyło, ponieważ w końcu skusiłam się na to co chodziło mi po głowie od dłuższego czasu, a mianowicie Baby Lips Dr Rescue z Maybelline, Blistex Lip Relief Cream oraz Carmex w sloiczku (najlepsza wersja). Dodatkowo do koszyka wpadł błyszczyk do ust Oh My Gloss z Rimmel w kolorze 150 Glossaholic oraz trzy lakiery z Wibo z serii matowej, jednowarstwowej i piaskowej. Na razie najbardziej zadowolona jestem z matowego lakieru. 


Na powyższym zdjęciu znajdują się nie tylko zakupy z promocji -40% na kosmetyki do twarzy, ale także inne. Zacznę jednak od tych zakupionych na promocji. Odkąd dowiedziałam się o promocji wiedziałam, że na pewno kupię nowość L'oreal, czyli skoncentrowane serum udoskonalające Skin Perfection. Pozostałe kosmetyki to tzw. zachcianki. Skusiłam się jeszcze na płyn dwufazowy z L'oreal (na razie mam mieszane uczucia), krem pod oczy Alterra (jest ok, fajny i za grosze) oraz chusteczki oczyszczające z Rival de Loop. Z tej samej firmy kupiłam jeszcze krem nawilżający do twarzy, ale nie ma go zdjęciu.  

W Auchanie kupiłam chusteczki do demakijażu z Nivea oraz pęsetę, a w drogerii Pigment w końcu dorwałam folie z Makeup Revolution w kolorze Rose Gold. Dodatkowo wzięłam maskę z serii Bania Agafii (moje włosy są ponad polityką i kochają te maski). 

W końcu dobrnęliśmy do końca. Trochę tego jest, ale większość kosmetyków chciałam kupić od dłuższego czasu, więc promocja była jak znalazł. :)

Naomi

niedziela, 24 maja 2015

Kilka słów o aktualnie używanej kolorówce + makijaż

Dzisiejszy wpis chciałabym poświęcić kolorówce, którą najczęściej używam i zdecydowanie zasługuję na miejsce w gronie ulubieńców. Znajduje się tutaj kilka kosmetyków, które są nowościami, ale znajdziemy także te, do których wróciłam po przerwie.



Na powyższym zdjęciu znajduje się puder do twarzy z serii Fit Me w najjaśniejszym kolorze z Maybelline. Niestety w chwili obecnej już go nie używam, ponieważ zużyłam do ostatniego okrucha, czego bardzo żałuję. Z chęcią wróciłabym go do niego, ale niestety jest niedostępny w Polsce. Polubiłam go ze względu na wielogodzinną trwałość, matowienie oraz idealny dla mnie kolor. 

Z tuszami do rzęs L'oreal mam ciężką relację i również w tym przypadku tak jest. Tym razem spróbowałam standardowej wersji One Million Lashes. Początkowo sklejał rzęsy, jak podeschnął było lepiej, ale znów jak za bardzo to znowu sklejał i oblepiał. Wadą jest również fakt, że pod koniec dnia lubi się kruszyć. Od kilku dni używam czegoś z zupełnie innej półki, a mianowicie podczas promocji w Rossmannie skusiłam się na maskarę Miss Sporty Studio Lash 3D Volumythic (w żółtym opakowaniu) i na razie jestem nią oczarowana. Mam nadzieję, że to nie tylko chwilowy stan.

Kilka tygodni temu skończyła się moja baza pod cienie do powiek z ArtDeco. Było to moje drugie opakowanie. Bardzo ją lubiłam, ale czas na zmianę i postanowiłam zamówić matującą bazę z Zoeva. Pech chciał, że od końca kwietnia jest w polskich sklepach internetowcy niedostępna, a nie chcę nic innego, dlatego muszę sobie radzić w inny sposób. Zrezygnowałam z konkretniejszych makijaży oka, ale czasami, gdy chcę zmalować coś w neutralnych barwach to sięgam po Colour Tattoo z Maybelline w kolorze On&On Bronze. Dobrze sprawdza się solo, ale o wiele lepiej jako baza pod cienie (najczęściej Inglot). Makijaż długo się utrzymuje, nie ściera i nie wchodzi w załamania. Początkowo nie byłam do niego przekonana, ale teraz się do niego przekonałam.


Następnym ulubieńcem jest żel utrwalający do brwi z L'oreal w kolorze medium/dark. Od zakupu używam go codziennie i nie wyobrażam sobie makijażu bez niego. Przyciemnia włoski, utrwala je i trzyma w ryzach. Nie kruszy się i utrzymuje się od pomalowania do demakijażu.

Kolejnym kosmetykiem jest mój pierwszy produkt z MAC. Cieszę się, że na pierwsze spotkanie z tą marką wybrałam szeroko polecany korektor Pro Longwear w kolorze NW 15. Jestem z niego bardzo zadowolona, ponieważ zakrywa cienie pod oczami, ujednolica koloryt skóry oraz sprawdza się na niedoskonałości. Zastrzeżenia mam tylko do pompki, która wyjątkowo nie chcę ze mną współpracować i zawsze muszę wycisnąć za dużo. Dodam, że korektor ma rewelacyjną trwałość. 


Dopełnieniem makijażu oka jest czarna kreska wykonana eyelinerem. Moim ostatnim odkryciem jest Super Liner Perfect Slim z L'oreal. Dzięki niemu możemy namalować bardzo precyzyjną kreskę, która nie ściera się, nie blaknie, ani nie kruszy w ciągu dnia. Również z jej zmyciem nie ma problemu, chociaż trwałość wskazywała by na coś innego. Myślę, że znalazłam w swój ideał w tej kategorii.

Podczas makijażu oka nie można zapomnieć o linii wodnej. U mnie najczęściej ląduje tam cielista kredka z nieistniejącej już firmy Basic. Po woli zbliża się jej termin przydatności, ale póki mogę to z chęcią po nią sięgam. 


Na koniec cienie Inglot, które przez chwilę poszły w odstawkę, ale ostatnio częściej po nie sięgam. Zwłaszcza wróciłam do neutralnych odcieni, które dobrze komponują się z wyżej wymienionym Color Tattoo. Cienie są dobrze napigmentowane, łatwo się łączą i rozcierają. W poniższym makijażu użyłam odcieni 111,112 i 409. Na co dzień, gdy każda minuta jest na wagę złota na powieki nakładam tylko cień o numerze 353 lub 355, w celu ujednolicenia kolorytu. Są to matowe, cieliste kolory.


Trochę się rozpisałam, ale chciałam Wam sporo przekazać. :) Znacie kosmetyki, po które ostatnio najchętniej sięgam?

Naomi
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...